Życie? Tak (1)

Życie? Tak

„«Egzegeza kanoniczna» – czytanie pojedynczych tekstów Biblii w świetle ich całości – jest istotnym wymiarem interpretacji, który nie stoi w sprzeczności z metodą historyczno-krytyczną, lecz stanowi jej organiczną kontynuację i sprawia, że staje się ona teologią we właściwym tego słowa znaczeniu.

Chciałbym wskazać jeszcze dwa dalsze aspekty teologicznej egzegezy. Historyczno-krytyczna interpretacja tekstu dąży do ukazania dokładnego pierwotnego sensu słów, jaki miały one w danym miejscu w momencie czasowym. Jest to właściwe i ważne. Abstrahując od względnej tylko pewności tego rodzaju rekonstrukcji, istotne będzie jednak uprzytomnienie sobie, że już każde ludzkie słowo, mające jakieś znaczenie, zawiera w sobie więcej treści, niż w danej chwili wydaje się autorowi. Obecność tej wewnętrznej wartości dodanej słowa, wykraczającej poza daną chwilę, w o wiele większym stopniu odnosi się do słów, które dojrzewały w procesie historii wiary. Autor mówi tu nie od siebie samego i nie dla siebie samego. Czerpie z historii wspólnej, która niesie jego samego i w której są już milcząco obecne możliwości jej przyszłości, jej dalszej drogi. Proces ciągłego odczytywania na nowo słów i ich rozumienia nie byłby możliwy, gdyby w samych słowach nie były obecne takie wewnętrzne otwarcia.

W tym miejscu możemy mieć jakby historyczne wyczucie tego, co znaczy natchnienie: autor nie mówi jako podmiot prywatny, zamknięty w sobie. Mówi w żywej społeczności, a tym samym w żywym historycznym dynamizmie, którego nie tworzy ani on sam, ani nawet zbiorowość, bo działa w nim potężniejsza, naczelna siła. Istnieją wymiary słowa, na które dawna doktryna czterech sensów wskazywała w istocie rzeczy zupełnie poprawnie. Te cztery sensy nie są paralelnymi pojedynczymi znaczeniami, lecz stanowią wymiary jednego słowa, które sięga dalej, niż chwila obecna.

Tym samym wyłonił się już drugi aspekt, o którym chciałbym teraz parę słów powiedzieć. Pojedyncze księgi Pisma Świętego, jak również Pismo w całości, nie są po prostu rodzajem literatury. Pismo wyrosło w żywym podmiocie wędrującego narodu i z niego, i nadal w nim żyje. Można by powiedzieć, że księgi Pisma wskazują na trzy wzajemnie na siebie oddziaływujące podmioty. Najpierw jest pojedynczy autor lub grupa autorów, której zawdzięczamy Pismo. Autorzy ci nie są jednak autonomicznymi pisarzami w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, lecz należą do wspólnego podmiotu «ludu Bożego» w którego imieniu i do którego mówią, tak że on jest właściwie głębszym «autorem» Pism. I dalej jeszcze: lud ten nie jest ludem od nikogo niezależnym, lecz ma świadomość, że prowadzi go i mówi do niego sam Bóg, który jest więc – przez ludzi i przez ich człowieczeństwo – w najgłębszym sensie «autorem».

To powiązanie z podmiotem «lud Boży» ma dla Pisma decydujące znaczenie. Z jednej strony księga ta – Pismo – jest pochodzącą od Boga miarą i kierującą siłą dla ludu, z drugiej strony jednak Pismo życje tylko w tym właśnie ludzie, który w Piśmie przekracza sam siebie i w ten sposób – czyli ostatecznie mocą Słowa wcielonego – staje się właśnie ludem Boga. Lud Boży – Kościół – jest żywym podmiotem Pisma; w nim słowa Biblii są zawsze teraźniejsze. Lud ten ma, rzecz jasna, otrzymywać swą rzeczywistość od Boga, a ostatecznie od wcielonego Chrystusa; On tworzy jego struktury, prowadzi go i nim kieruje”.

J. Ratzinger, Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cz. 1: Od chrztu w Jordanie do Przemienienia, Kraków 2011, s. 11-13.

zobacz dalej

powrót do strony początkowej

Chodzi o takie pisarstwo na zaproponowane zakresy tematów: krótkie teksty zainspirowane wybranymi fragmentami z książek mogą zawierać linki do innych zasobów internetowych, co powinno skutkować lepszym miejscem w wynikach wyszukiwania tych innych zasobów. Wszystko co trzeba wiedzieć na ten temat zostało zamieszczone w Regulaminie usług, więc nie ma sensu tu powtarzać. W każdym razie chodzi o wiecej spraw, niż tylko tzw. marketing treści, bowiem także o samą radość pisania i publikowania w takim miejscu w internecie, które nie jest miejscem 'socjalnym'. Dlatego proponowana usługa musi coś kosztować. W czasach pandemii, a może już niedługo będzie także można powiedzieć, że w czasach po pandemii, wydaje mi się, że mamy ogromne szanse się pozbierać także biznesowo, czyli jednak nie wylądować na samym e-socjalu, ale pod warunkiem, że treści bezpłatne nie będą jedyne. Jeśli to się nie uda, pozostają nam organizacje non-profit i fundatorzy, więc też nie będzie źle, ale zupełnie inaczej; mikrobiznesy mogą nie podołać tej skali darmowości. Moją ofertę marketingu treści (Serwis II) przytowałam w oparciu o środki z Tarczy Antykryzysowej, z myślą także o sobie, ale jeszcze bardziej o innych w trudnej sytuacji. Po prostu odrobinę zmieniłam plany w mojej firmie właśnie z powodu pandemii. Może to się komuś na coś przyda. Bardziej więc zależy mi na ciekawych tekstach, niż na błyskawicznym zapełnieniu miejsc na publikacje, ponieważ wtedy może się uda, że powstanie nowa interesująca e-lektura, która właśnie będzie... za darmo i do tego bez konieczności udostępniania miejsca na strumień reklam.