Content marketing tematyczny: Życie? Tak

Z książki K. Wojtyły, św. Jana Pawła II-go

Paw, fot. RK

„Co to znaczy «wychowanie miłości»? Czy miłość można wychowywać? Czy nie jest ona czymś od razu gotowym, czymś danym człowiekowi czy też dwojgu ludziom jako pewnego rodzaju przygoda serca? Tak mniemają bardzo często zwłaszcza ludzie młodzi, a konsekwencją takiego poglądu musi być bodaj częściowe przekreślenie tego, co tutaj nazwaliśmy integracją miłości. Miłość pozostaje wówczas tylko sytuacją psychologiczną, którą (jakby wbrew jej naturze) podporządkowuje się wymogom obiektywnej moralności. Tymczasem — wręcz przeciwnie — miłość kieruje się normą, czyli zasadą, której należy wysnuć jak najpełniejszą wartość każdej sytuacji psychologicznej; wówczas dopiero sama ta sytuacja osiągnie właściwą pełnię, stanie się wyrazem dojrzałego zaangażowania osoby. Miłość bowiem nigdy nie jest czymś gotowym, czymś tylko «danym» kobiecie i mężczyźnie, ale zawsze jest równocześnie czymś «zadanym». Tak trzeba na nią patrzeć: miłość poniekąd nigdy nie «jest», ale tylko wciąż «staje się» w zależności od wkładu każdej osoby, od jej gruntownego zaangażowania. Zaangażowanie to opiera się na tym, co jest «dane», dlatego te przeżycia, które mają swe oparcie w zmysłowości i naturalnej uczuciowości kobiety i mężczyzny, stanowią tylko «tworzywo» miłości. Istnieje tendencja, żeby uznać je już za gotową jej postać. Jest to tendencja błędna. Kryje się w niej nastawienie konsumpcyjne i utylitarne, które — jak wiadomo — jest przeciwne naturze samej miłości.

Człowiek jest istotą niejako skazaną na twórczość. Twórczość ta obowiązuje również w dziedzinie miłości. Jakże często jesteśmy świadkami tego, że z obiecującego «tworzywa» uczuć i pragnień nie kształtuje się prawdziwa miłość, owszem — często coś wręcz przeciwnego, podczas gdy nieraz ze skromnego «tworzywa» kształtuje się naprawdę wielka miłość. Ale taka wielka miłość może być tylko dziełem osób i — dodajmy w tym miejscu dla całości obrazu — dziełem łaski”.

K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 2001, s. 123–124.

zobacz dalej

powrót do strony początkowej

Sprawy miłości, jakże trudne w każdym wieku, a co dopiero w młodym, kiedy brakuje doświadczenia, które by pozwalało trafnie rozpoznać skalę i jakość przeżywanych uczuć. Coś może być racjonalizowane, coś innego wyparte. Tak łatwo wtedy o kłopoty. Trzeba się mieć na baczności. Trzeba zdawać sobie sprawę z tej naturalnej gwałtownej dynamiki młodego wieku, żeby potem nie było nieszczęścia, które będzie rzutować na całe dalsze życie. Ale jak sobie poradzić będąc takim bardzo młodym człowiekem? Może przez zdanie sobie sprawy z tego, że młody człowiek powinien doczekać na swój własny dowód osobisty jako małoletni, a nie nieletni.